Do redakcji trafił wstrząsający list mieszkanki regionu, która opisuje ostatnie chwile życia swojej mamy w konińskim szpitalu. Skandal na SOR w Koninie – tak sytuację określają już nie tylko pojedyncze osoby, ale kolejne rodziny pacjentów, które dzielą się podobnymi doświadczeniami. Tym razem głos zabiera kobieta, której sprawa od ponad roku jest w toku.
Co wydarzyło się na SOR w Koninie
Autorka relacji nie ukrywa, że doskonale zna realia pracy oddziałów w konińskim szpitalu. Jak pisze, jej sprawa toczy się już od ponad roku, a doświadczenia z SOR i oddziału wewnętrznego pozostawiły trwały ślad. To nie jest więc jednorazowa obserwacja, ale – według niej – efekt dłuższego kontaktu z systemem w Koninie.
Jej mama trafiła do szpitala w Koninie i zmarła pod koniec 2024 roku. Wspomnienia z tego dnia są wyjątkowo dramatyczne. Kobieta opisuje moment, w którym jej mama zaczęła się dusić. W takich sytuacjach reakcja powinna być natychmiastowa. Tymczasem – jak relacjonuje – przez dłuższą chwilę nie było nikogo, kto mógłby udzielić pomocy.
Dopiero po trzykrotnym wołaniu personel miał zareagować. Jak podkreśla autorka, w takich momentach liczą się sekundy. Każde opóźnienie może mieć tragiczne konsekwencje. To właśnie ten fragment relacji najmocniej uderza i rodzi pytania o organizację pracy oraz dostępność personelu na oddziale.
Dramatyczna walka o życie i brak reakcji
Najbardziej poruszający opis dotyczy samej próby ratowania życia. Według relacji, kiedy pomoc w końcu nadeszła, pojawiły się kolejne problemy. Personel miał mieć trudności ze znalezieniem sprzętu, a następnie z jego prawidłowym użyciem.
Autorka wskazuje, że sprzęt do odsysania płynu był szukany przez dłuższy czas, a gdy już się pojawił – pojawił się problem z jego złożeniem. W sytuacji zagrożenia życia brzmi to jak scenariusz, który nie powinien mieć miejsca w żadnym szpitalu. To właśnie w takich momentach wychodzi na jaw, jak działa system w praktyce. Procedury procedurami, ale rzeczywistość często pokazuje coś zupełnie innego. Jeśli relacja znajduje potwierdzenie, oznacza to poważne uchybienia, które wymagają wyjaśnienia.
Najbardziej wstrząsające było jednak to, co wydarzyło się w momencie, gdy moja mama walczyła o życie. Dusiła się, potrzebowała natychmiastowej pomocy, jednak personel nie był w stanie sprawnie użyć sprzętu do odsysania płynu. Pomoc została udzielona zbyt późno.

Oddział wewnętrzny – zarzuty się powtarzają
Relacja nie dotyczy wyłącznie SOR-u. Równie poważne zarzuty pojawiają się wobec oddziału wewnętrznego. Kobieta opisuje, że jej mama była traktowana w sposób uwłaczający godności – „gorzej niż śmieć”. Pojawiają się oskarżenia o popychanie i wyśmiewanie.
Co istotne, podobnie jak w poprzednich relacjach, pojawia się wątek świadków. Pacjentki przebywające na tej samej sali miały potwierdzić opisywane sytuacje. To nie jest już tylko jednostkowy głos, ale – jeśli te informacje się potwierdzą – sygnał szerszego problemu.
W Koninie temat jakości opieki medycznej wraca regularnie. Jedni mają dobre doświadczenia, inni wręcz przeciwnie. Jednak kiedy pojawiają się powtarzające się, bardzo podobne relacje, trudno przejść obok nich obojętnie.
Po przyjęciu na oddział wewnętrzny sytuacja nie uległa poprawie – wręcz przeciwnie. Moja mama była popychana, wyśmiewana i źle traktowana przez personel medyczny. Na sali znajdują się świadkowie – inne pacjentki, które mogą potwierdzić te zdarzenia.
Sprawa w prokuraturze i możliwy pozew zbiorowy
Autorka podkreśla, że jej sprawa od ponad roku jest prowadzona przez Prokuraturę Okręgową w Koninie. To pokazuje, że sprawa nie zakończyła się na etapie samej relacji, ale trafiła do instytucji, które mają obowiązek ją zbadać.
Co więcej, pojawia się zapowiedź kolejnych działań. Jak informuje kobieta, razem z innymi osobami poszkodowanymi rozważają złożenie pozwu zbiorowego. Jeśli do tego dojdzie, sprawa może nabrać zupełnie nowego wymiaru. Pozwy zbiorowe w sprawach medycznych w Polsce wciąż nie są codziennością, ale w sytuacjach, gdzie pojawia się wiele podobnych relacji, stają się realnym narzędziem dochodzenia swoich praw. To także sygnał, że problem – jeśli istnieje – może mieć charakter systemowy.
Głos mieszkańców Konina i rosnące emocje
W Koninie takie sprawy nie przechodzą bez echa. Mieszkańcy coraz częściej dzielą się swoimi doświadczeniami i opiniami na temat lokalnej służby zdrowia. Jedni bronią personelu, wskazując na trudne warunki pracy. Inni – jak w tym przypadku – mówią wprost o braku empatii i podstawowego szacunku. Autorka relacji nie przebiera w słowach. Jej zdaniem na oddziale pracują osoby „bez serca i empatii”, które wykonują swoją pracę jedynie formalnie. To bardzo mocne oskarżenia, które – jeśli potwierdzone – wymagają zdecydowanej reakcji.
Z drugiej strony warto pamiętać, że każda sprawa powinna zostać dokładnie zweryfikowana. Emocje są zrozumiałe, szczególnie w obliczu straty bliskiej osoby. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie okoliczności zostały rzetelnie zbadane.
Uważam, że takie sytuacje nie mogą pozostawać bez reakcji. Proszę o nagłośnienie tej sprawy, aby zapobiec podobnym tragediom w przyszłości.
Podsumowanie
Kolejna relacja dotycząca konińskiego szpitala pokazuje, że temat nie cichnie. Na początku lutego opisywaliśmy na początku lutego 2026 roku – Wołanie o szacunek i empatię. List czytelniczki po śmierci ojca. Zarzuty autorki dotyczą zarówno braku reakcji w sytuacji zagrożenia życia, jak i niewłaściwego traktowania pacjentów na oddziale.
Sprawa jest już w rękach prokuratury, a możliwy pozew zbiorowy może sprawić, że o problemie zrobi się jeszcze głośniej. Dla mieszkańców Konina najważniejsze pozostaje jedno pytanie – czy mogą czuć się bezpiecznie w lokalnym szpitalu?
Celem publikacji nie jest wydawanie jednoznacznych ocen czy wyroków. Redakcja nie przesądza o winie żadnej ze stron. Intencją jest zwrócenie uwagi zarówno władz szpitala, jak i mieszkańców Konina na pojawiające się sygnały i problemy. Tego typu relacje wymagają spokojnej analizy, dialogu oraz próby znalezienia wspólnego rozwiązania. Tylko w ten sposób możliwe jest wyjaśnienie sytuacji i odbudowanie zaufania, które w przypadku ochrony zdrowia ma kluczowe znaczenie.
Masz doświadczenia związane ze szpitalem w Koninie? Podziel się swoją historią z redakcją – możesz pomóc nagłośnić ważny problem.
Poniżej publikujemy list do naszej redakcji w niezmienionej formie skierowany przez córkę pacjentki szpitala.



Cały ten szpital powinni przetrząsnąć !! Nefrologia też panie pielęgniarki a zwłaszcza jedna …zero empatii do starszych osób. Ja rozumiem że jest ich mało..ale nikt za kare nie karze im tam pracować. W końcu się ktoś za to wziął !!
Nie mogę pojąć jak to jest możliwe, że w tych czasach sor w Koninie może tak funkcjonować. To jest niewyobrażalne. Mój tata czekał 3 doby na przyjęcie na oddział (brak miejsca na oddziale wewnętrznym). Tam pacjenci leżą, jak mają na czym i czekają bez jedzenia, bez picia. Szczęściarzami są Ci do których po awanturze wejdzie ktoś z rodziny i poda jedzenie. Przed wejściem stoi agresywny pan ochroniarz i tylko bardzo nielicznym uda się tam wemknąć. A jak już się uda, to trzeba być bardzo ostrożnym, żeby ktoś nie zauważył, bo zaraz „aut”…. Współczuję tym, których karetka zabiera z domu, a rodzina jest przekonana, że są pod opieką. Nic bardziej mylnego… Osoby, które korzystają z telefonów komórkowych mogą powiadomić rodzinę o sytuacji jaka tam jest, ale osoby w podeszłym wieku niestety nie. Przykro jest słuchać, jak staruszka woła o picie i nikt tego nie słyszy…
Nie życzę nikomu pobytu na sor w tym szpitalu. Moja mama chorując na pochp będąc juz w stanie agonalnym została zabrana do szpitala, bo nie umiałam jej już pomóc w domu… męczona na sor badaniami, zdjęciami rtg (miała kręgosłup złamany i wiedziano o tym, bo miesiąc wcześniej była w tymże szpitalu) wymagano ode mnie dokumentacji medycznej(leczona w większości i na NFZ więc wszystko szpitale i przychodnie w Koninie) jakby ona miała coś zmienić w ostatnich godzinach życia…na oddziale pani dr zleciła lek na wyciszenie i morfinę … 3 razy chodziłam do dyżurki pielęgniarskiej z prośbą o podanie… dopiero, gdy ostatnim razem zwróciłam się z imienia i nazwiska do Pani i stanowczo zwróciłam uwagę, że siedzi a nie chce nam pomóc zareagowała… pamiętam też bardzo dobrą Panią Dr z oddziału płucnego, której empatia i szacunek nie były obce… Jak napisałam skargę do rzecznika praw pacjenta przy tym szpitalu to otrzymałam lakoniczna odpowiedź, ze moja mama była zaniedbana higienicznie… a jaka miała być skoro od nocy do mojego przyjazdu do szpitala nikt nie raczył zmienić pampersa??? Żadnych odpowiedzi na moje argumenty… dokumenty się liczyły, nie życie mojej mamy … dramat