To poruszająca relacja córki, która w liście do redakcji opisuje ostatnie dni życia swojego ojca oraz doświadczenia związane z próbą uzyskania pomocy medycznej. Autorka podkreśla, że jej słowa są wołaniem o godność pacjentów, empatię i szacunek wobec ludzi chorych oraz ich rodzin.
List został napisany w dniu pogrzebu ojca. Jak zaznacza autorka, nie wie, czy opisana historia coś zmieni, ale ma nadzieję, że nie pozostanie bez echa.
Czy można było temu zapobiec? Nie wiem. Nigdy się tego nie dowiem. Ale wiem jedno nie mogę milczeć. Chcę walczyć o szacunek, empatię i godność dla innych chorych ludzi. Mój Tata pewnie powiedziałby, że „z głupim się nie walczy”. Ale jak można przejść obojętnie wobec takiego cierpienia?
Anna W
Choroba i nagłe pogorszenie stanu zdrowia
Ojciec autorki od kilku lat chorował na reumatoidalne zapalenie stawów. Był pod stałą opieką specjalistów. Mimo bólu oraz ograniczeń starał się funkcjonować możliwie normalnie. Pod koniec stycznia jego stan zdrowia nagle się pogorszył.
26 stycznia nie był już w stanie samodzielnie wstać z łóżka. Rodzina wezwała pogotowie ratunkowe. Jak opisuje autorka listu, po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną uznano, że nie ma zagrożenia życia i karetka nie została wysłana. Zasugerowano kontakt z pomocą doraźną, do której, jak się okazało nie udało się dodzwonić.
Wizyty domowe i kolejna noc niepokoju
Następnego dnia odbyła się wizyta lekarza rodzinnego, który przepisał leki oraz wystawił skierowanie do ortopedy z powodu silnego obrzęku kolana. Później doszło jeszcze do wizyty innego lekarza, znającego pacjenta od lat. Zlecono wykonanie dodatkowych badań, w tym badań krwi.
W nocy stan chorego ponownie się pogorszył. Rodzina ponownie wezwała pogotowie.
Transport do szpitala i pobyt na SOR w Koninie
Jak relacjonuje córka, tym razem przyjechało dwóch ratowników. Ich zachowanie określa jako nieuprzejme i pozbawione empatii. Pacjent został zabrany do szpitala w Koninie, jednak rodzina sama musiała pomóc w przeniesieniu go do karetki.
Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Koninie wykonano badanie RTG klatki piersiowej. Pacjent, mimo bardzo złego stanu, przez wiele godzin pozostawał na wózku inwalidzkim, doświadczając silnego bólu. Dopiero nad ranem lekarz poinformował rodzinę, że w Koninie nie ma możliwości dalszej pomocy i zasugerował leczenie reumatologiczne.
Rodzina zwracała uwagę na silny ból kolana i brak możliwości siedzenia na wózku. Poinformowano ich, że nie ma wolnych miejsc, by położyć chorego. Ostatecznie, widząc brak realnej pomocy, zapadła decyzja o powrocie do domu.

Kolejna próba i dramatyczne informacje
Następnego dnia udało się uzyskać skierowanie do reumatologii w Bydgoszczy oraz transport medyczny. Wieczorem rodzina otrzymała jednak telefon z Krakowa – wyniki badania D-dimerów wskazywały na ryzyko zatoru.
Jak podkreśla autorka, badanie to nie zostało wcześniej wykonane w szpitalu.
Ponownie wezwano karetkę. Tym razem przyjechali ratownicy wykazujący empatię i zaangażowanie. Zbadali pacjenta, pomogli w transporcie i przeprosili rodzinę za wcześniejsze doświadczenia.
Ostatnie dni i śmierć pacjenta
Mimo zmiany podejścia zespołu ratowniczego, pacjent ponownie spędził wiele godzin na SOR-ze. Po przyjęciu na oddział wewnętrzny mówił rodzinie o cierpieniu, którego doświadczył. Jak relacjonuje autorka, modlił się o śmierć.
W piątek nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia. Doszło do sepsy, niewydolności wielonarządowej i zakażenia bakteryjnego.
2 lutego 2026 roku o godzinie 13.30 rodzina otrzymała informację o śmierci ojca.
Wołanie o empatię i refleksję
Autorka listu podkreśla, że nie wie, czy tragedii dało się zapobiec. Ma jednak poczucie, że nie może milczeć. Jej słowa są apelem o refleksję nad funkcjonowaniem systemu ochrony zdrowia oraz nad postawą wobec pacjentów i ich bliskich.
Wyraża żal wobec Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Koninie, lekarza dyżurującego oraz ratowników, którzy zapomnieli, że za każdym pacjentem stoi człowiek i jego rodzina.
Głos naszej redakcji
Publikując ten list, mamy świadomość, że dotyka on spraw niezwykle bolesnych i osobistych. To świadectwo córki, która w obliczu straty ojca znalazła w sobie siłę, by opisać doświadczenie cierpienia, bezradności i poczucia opuszczenia. Niezależnie od ocen medycznych czy formalnych procedur, nie można pozostać obojętnym wobec emocji i bólu, które wybrzmiewają w tych słowach.
Jako redakcja traktujemy ten głos przede wszystkim bardzo poważnie. Jako apel o empatię, uważność i szacunek wobec drugiego człowieka.
Wierzymy, że opublikowanie tej historii może stać się impulsem do refleksji. Zarówno po stronie pacjentów i ich rodzin, jak i osób pracujących w systemie ochrony zdrowia.
Niech ten list będzie przypomnieniem, że za każdą dokumentacją medyczną, każdym wezwaniem pomocy i każdą decyzją stoi człowiek. A czasem najważniejsze, co można ofiarować drugiej osobie, to obecność, zrozumienie i zwykłe ludzkie współczucie.
Poniżej publikujemy list w niezmienionej formie.



