W poniedziałkowy wieczór, około godziny 21:43, dyżurni stanowisk kierowania PSP otrzymali mrożące krew w żyłach zgłoszenie. Kierujący samochodem osobowym wjechał na zamarzniętą taflę Jeziora Niedzięgiel. Pod ciężarem pojazdu lód rzekomo się załamał.
Masowa akcja ratunkowa na Jeziorze Niedzięgiel
Biorąc pod uwagę powagę sytuacji oraz ryzyko utonięcia w lodowatej wodzie, na miejsce natychmiast zadysponowano liczne siły ratownicze. Nad jezioro ruszyły zastępy z Państwowej Straży Pożarnej w Słupcy oraz Gnieźnie. Dodatkowo jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych z Powidza, Witkowa, Skorzęcina i Wylatkowa. Strażacy byli przygotowani do prowadzenia specjalistycznych działań z zakresu ratownictwa wodno-lodowego.
Zaskakujący finał poszukiwań
Po przybyciu pierwszych jednostek na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania okazało się, że rzeczywistość znacząco odbiega od treści zgłoszenia. Na jeziorze nie odnaleziono żadnego pojazdu, a lód pozostał nienaruszony. Funkcjonariusze szybko ustalili, że alarm był fałszywy. Mężczyzna, który rzekomo miał brać udział w zdarzeniu, został odnaleziony cały i zdrowy przez ratowników na brzegu jeziora.




