Zima 2025 obnażyła brutalną prawdę o polskiej transformacji energetycznej. Gdy słupki rtęci spadły poniżej -15 stopni, entuzjazm wielu posiadaczy pomp ciepła zamarzł wraz z rurami, ustępując miejsca gorączce przy otwieraniu kopert z rachunkami. Wiceminister klimatu Miłosz Motyka w głośnym wywiadzie dla portalu Gram w Zielone diagnozuje problem: winne są „wampiry energetyczne” i kiepskie instalacje. Diagnoza słuszna, ale czy pełna? Wraz z ekspertami – Wojciechem Waszczukiem z Asona Energy oraz mecenasem Mateuszem Muszalskim – sprawdzamy, gdzie kończy się fizyka, a zaczyna paragraf.
Styczeń przyniósł wielu Polakom szok poznawczy. Mieliśmy oszczędzać, być ekologiczni i nowocześni. Tymczasem faktury za prąd opiewające na 1200, 1500, a w skrajnych przypadkach nawet 2000 złotych miesięcznie, stały się faktem. W przestrzeni medialnej zawrzało. Głos zabrał wiceminister Miłosz Motyka, który studzi emocje, wskazując na jakość naszych domów. „Pompa ciepła w nieocieplonym domu to nieporozumienie” – ten przekaz płynie z resortu.
To prawda, ale ten medal ma dwie strony. Bo skoro to nieporozumienie, to dlaczego tysiące takich urządzeń sprzedano ludziom, zapewniając ich, że to eliksir na całe zło?
Fizyka nie bierze jeńców
– Wiceminister Motyka dotknął sedna problemu, o którym w branży mówi się po cichu od dawna, ale głośno dopiero teraz, gdy ludzie bankrutują na ogrzewaniu – komentuje Wojciech Waszczuk, Specjalista ds. Energetyki w firmie Asona Energy.
Ekspert, który na co dzień analizuje efektywność energetyczną budynków w Wielkopolsce, nie gryzie się w język. Według Waszczuka, rynek zachłysnął się dotacjami, zapominając o fundamentach termodynamiki.
– Pompa ciepła to urządzenie precyzyjne, a nie magiczna różdżka. Jeśli zamontujemy ją w domu, który jest „dziurawy” termicznie – ma stare okna, brak ocieplenia stropu czy ścian – robimy krzywdę inwestorowi. W mroźne dni, takie jak te styczniowe, pompa przestaje pracować w trybie ekonomicznym. Uruchamiają się grzałki szczytowe. Wtedy de facto ogrzewamy dom najdroższym możliwym prądem, w taryfie 1:1 – tłumaczy Wojciech Waszczuk z Asona Energy.
Waszczuk zwraca uwagę na jeszcze jeden, często pomijany aspekt wypowiedzi ministra: jakość samej instalacji. Źle dobrana moc urządzenia, brak bufora, błędnie ustawiona krzywa grzewcza – to błędy w sztuce, za które płaci klient. Dosłownie.
Prawny labirynt: Kiedy marketing staje się oszustwem?
Tutaj dochodzimy do drugiego dna problemu. Skoro technologia wymaga wiedzy, a klient jej nie posiada, to ufa sprzedawcy. Co jednak, gdy sprzedawca, goniąc za prowizją, „wcisnął” pompę tam, gdzie powinna najpierw wjechać ekipa ociepleniowa?
Tu z pomocą przychodzi analiza prawna, której na potrzeby naszego felietonu podjął się mecenas Mateusz Muszalski, prowadzący renomowaną kancelarię w Łodzi. Adwokat stawia sprawę jasno: wysoki rachunek to nie tylko powód do płaczu, to często dowód w sprawie.
– Ministerstwo mówi o „jakości instalacji”, ale z prawnego punktu widzenia mówimy tu o nienależytym wykonaniu umowy lub wprowadzeniu konsumenta w błąd – wyjaśnia adwokat Mateusz Muszalski. – Wielu moich klientów dysponuje ofertami, w których czarno na białym wyliczono im przyszłe zyski i niskie koszty. Jeśli instalator, będący profesjonalistą, dokonał audytu (lub z niego zrezygnował) i zamontował urządzenie w domu, który się do tego nie nadawał, ponosi za to odpowiedzialność.
Mecenas Muszalski zwraca uwagę, że prawo energetyczne i konsumenckie daje oręż do walki. – To nie jest tak, że klient zostaje sam z fakturą na dwa tysiące złotych. Jeśli zapewniano Państwa o efektywności SCOP na poziomie 4.0, a w rzeczywistości wynosi ona 1.5, to mamy do czynienia z wadą fizyczną dzieła. Można żądać obniżenia ceny, naprawy, a w skrajnych przypadkach odstąpienia od umowy – dodaje ekspert z kancelarii Mateusz Muszalski.
Lekcja pokory dla rynku
Wypowiedź wiceministra Motyki w Gram w Zielone należy traktować jako „zimny prysznic” dla całego sektora OZE. Era montowania „czegokolwiek gdziekolwiek” musi się skończyć.
Wojciech Waszczuk z Asona Energy podkreśla: – Dziś audyt to nie biurokracja, to nasza polisa ubezpieczeniowa. Zanim wydamy 40-50 tysięcy złotych, sprawdźmy, co tak naprawdę kupujemy i czy nasz dom jest na to gotowy.
Z kolei mecenas Muszalski dodaje: – I czytajmy umowy. A jeśli mleko się już rozlało, nie bójmy się walczyć o swoje prawa. Energetyka to potężny biznes, ale klient nie jest w nim bezbronny.
Wysokie rachunki za prąd to bolesna lekcja, ale może stać się punktem zwrotnym. Czas skończyć z narracją, że ekologia musi być droga. Ekologia jest tania – ale tylko wtedy, gdy jest wdrażana z głową przez inżynierów, a nie tylko przez handlowców, i gdy nad całością czuwa prawo, a nie „wolna amerykanka”.
Autor: Redakcja Konin24.info Współpraca merytoryczna: Wojciech Waszczuk (Asona Energy), adwokat Mateusz Muszalski.


