Zapraszamy dziś o 17.05 do TVP Historia na film „Emisariusz Kardynała”. Dokument opowiada historię ocalenia w czasie II wojny światowej gnieźnieńskich relikwii św. Wojciecha przez oficera Wehrmachtu Urbana Thelena. Choć trudno w to uwierzyć, przez blisko 40 lat nikt o tym nie wiedział. Wydało się przez przypadek.
Urban Thelen urodził się w Nadrenii. W 1939 r. miał 24 lata. Przed wojną wcielono go do Arbeitsdienst – paramilitarnej organizacji młodzieżowej. Później dostał powołanie do Wehrmachtu. Przeszedł przeszkolenie do pracy w wojskowych komisjach i urzędach poborowych. Gdy w pierwszym roku okupacji hitlerowcy organizowali na terenie Polski sieć Wojskowych Komend i Urzędów Meldunkowych, został skierowany do Inowrocławia. Tam poznał niemieckiego kapłana ks. Paula Mattauscha. Jemu również zlecono specjalną służbę. Miał sprawować opiekę duszpasterską nad przesiedlonymi na te tereny niemieckimi katolikami. Zaprzyjaźnili się. Któregoś dnia ks. Mattausch poprosił Urbana o przysługę –przewiezienie tajnej poczty metropolity wrocławskiego kard. Adolfa Bertrama do wikariusza generalnego archidiecezji gnieźnieńskie ks. kan. Edwarda van Blericqa. Zgodził się. Podobnych kursów wykonał jeszcze wiele. Wspólnie z przyjacielem pomagał też polskim rodzinom, przekazując im żywność i artykuły pierwszej potrzeby. Miał znajomości. Z racji pełnionych obowiązków znał wpływowych urzędników państwowych i mógł niemal bez ograniczeń poruszać się po okupowanym terenie.
Któregoś lipcowego dnia 1941 r. w inowrocławskim biurze Urbana Thelena zadzwonił telefon. – Urban! Błagam cię, wpadnij do mnie jak najszybciej – prosił zdenerwowany ks. Mattausch. Chodziło o relikwie św. Wojciecha. Ukrywał je ks. Edward van Blericq. W katedrze, ogołoconej ze wszystkich cennych rzeczy, hitlerowcy urządzili salę koncertową, ogłaszając ją zabytkiem architektury germańskiej. Srebrna trumienka zdeponowana została w skarbcu Banku Polskiego. Pamiętnego lipca 1941 r. Gestapo postawiło ks. Blericqowi ultimatum: albo opuści Gniezno i wyjedzie do Inowrocławia albo trafi do obozu koncentracyjnego. Wybrał Inowrocław. Przedtem jednak postanowił zrobić wszystko, by uratować relikwie św. Wojciecha. Poprosił o pomoc ks. Mattauscha, a ten zwrócił się do Urbana Thelena, który niezwłocznie przyjechał do Gniezna. Pociągiem. Po latach w wywiadzie dla „Przewodnika Katolickiego” wspominał: „(…) tego dnia nie miałem do dyspozycji samochodu służbowego. Wpadłem tylko na chwilę do biura, by w Raporcie wyjazdów odnotować, że jadę do Gniezna w celu przeprowadzenia kontroli uzupełnienia wojskowego. Byłem na służbie. Nie mogłem ot tak opuścić Inowrocławia. Gdy dotarłem na miejsce, od razu udałem się do ks. kan. van Blericqa. Czekał na mnie. Był bardzo zdenerwowany. Drżącymi dłońmi podał mi niewielką opieczętowaną skrzyneczkę z drewna, w której znajdowały się relikwie św. Wojciecha. Ratuj je – powtarzał. Nie bardzo wiedziałem jak. W końcu włożyliśmy skrzyneczkę do drewnianego pudła, zawinęliśmy je w szary papier i całość obwiązaliśmy sznurkiem. Z takim pakunkiem ruszyłem na dworzec. Pociąg był strasznie zatłoczony. Trudno uwierzyć, ale znalazłem pusty przedział – tak jakby na mnie czekał. Nikt nie próbował nawet do niego wejść. Pamiętam, że pomyślałem wówczas: oto święty Wojciech jedzie w żołniersko-niemieckim konwoju koleją”.
Kto by uwierzył
Po przyjeździe do Inowrocławia Urban Thelen oddał relikwie ks. Mattauschowi, a ten ukrył je w swoim mieszkaniu, za arrasem. Później opowiadał Urbanowi, że tuż po jego wyjściu wpadło Gestapo i przeszukało cały dom. Za arras nie zajrzeli. Bojąc się powtórki, kapłan zabrał zawiniątko z relikwiami do kościoła św. Mikołaja, gdzie był proboszczem i zamurował pod posadzką zakrystii. Tam przetrwały wojnę. Wiele lat później pytany, dlaczego pomagał Polakom, Urban Thelen odpowiedział bez fałszywej skromności, że będąc katolikiem i człowiekiem traktował to jako swój obowiązek. Czy się bał? Nie. Był podoficerem niemieckim i przy zachowaniu odrobiny ostrożności Gestapo niewiele mogło mu zrobić. Dlaczego tak długo milczał? Bo nikt by mu nie uwierzył. Poza tym nie uważał, że zrobił coś wyjątkowego.
Wydało się przez sprostowanie
Wojenna historia ocalenia relikwii św. Wojciecha ujrzała światło dzienne dopiero po blisko 40 latach. Urban Thelen przeczytał artykuł, w którym niemiecki dziennikarz wyraził zdumienie, że Gniezno, małe miasto w Polsce z pustym relikwiarzem św. Wojciecha, pretenduje do miana europejskiej stolicy kultu męczennika. Postanowił napisać sprostowanie do gazety. Publikacja stała się głośna. W 1997 r. były żołnierz Wehrmachtu został zaproszony do Gniezna na uroczystości milenium śmierci św. Wojciecha. Usłyszał wówczas od papieża Jana Pawła II, że czynem swoim wyświadczył Kościołowi w Polsce niezwykłą przysługę. Ks. Paul Mattausch przeżył wojnę. Po wyzwoleniu pozostał w Polsce i zmienił nazwisko na Paweł Matausz. Ks. kan. Edward van Blericq również doczekał końca wojny. W dowód uznania zasług położonych w czasie okupacji otrzymał z Rzymu godność prałata oraz został mianowany protonotariuszem apostolskim. Zmarł 4 lutego 1946 r. w Gnieźnie. Urban Thelen po wojnie wrócił do rodzinnego Winden k. Akwizgranu. Ukończył Wyższą Szkołę Muzyczną i pracował jako organista oraz kierownik chóru kościelnego. Kilkakrotnie gościł w Gnieźnie. W 2004 r. otrzymał od abp. Henryka Muszyńskiego medal Zasłużony dla Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Jego historię opisuje Arno Giese w książce Kurier Kardynała. Zmarł 15 lipca 2008 r. w wieku 93 lat.
B. Kruszyk