Znajdź nas na Facebook

fb.com/konin24.info Niedziela 18.04.2021 r. Imieniny: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy

Ocena: 1
1 0

Konin, którego nie ma - Laczki idą !

Konin 11.11.2016 08:30

Konin, którego nie ma - Laczki idą !

Przyjeżdżali tu z różnych Kucharów Borowych, Drzewców, Królikowów, Grabienic, Golin, Radolin, Szetlewków, Białych Panieńskich, Modłów i Głodnów. Wysypywało się to całe towarzystwo z rozklekotanych i zakurzonych polna droga autobusów. Zaopatrzeni w niewielka walizkę i przerastający ja często pakunek , z którego wystawała – jak na złość – obowiązkowa, czerwona poszwa puchowej, mamusinej poduchy, szli grupkami, wśród pól, aleją czereśniową ku wymarzonemu i , jak każde spełnione marzenie , trochę przerażającemu Liceum Pedagogicznemu w Morzysławiu.


Czy za sprawą rzeczywistej odległości, czy też za sprawą młodzieńczej niecierpliwości, L. P. wydawało się leżeć „ na końcu świata”.

„ Koniec świata” przedstawiał widok dość niezwykły. Dwa domy murowane, ozdobiony wieżyczką barak mieszkalny po niemieckiej kopalni, kościół, kilkanaście glinianych, krytych strzechą chałup, to – jeśli nie liczyć jeszcze położonej w sadzie plebanii i organistówki – cały Morzysław.

Na tym tle, położony tuż przy wsi, otoczony księżycowym krajobrazem pokopalnianych hałd, zespół szkół Liceum Pedagogicznego, prezentował się wcale okazale, ba, wręcz imponująco. Budynki z czerwonej, nieotynkowanej , cegły piętrowe, kryte stromym dachem z czerwonej dachówki, ustawione były w regularny kwadrat zamykający w sobie szkolny dziedziniec.

Trzy strony zajmowało liceum. Dokładnie rzecz ujmując, na parterze znajdowała się „ szkoła ćwiczeń”, czyli szkoła podstawowa, na której uczniach przyszli adepci zawodu nauczyciela sprawdzać mieli swoje, świeżo  zdobyte umiejętności, przeprowadzać różne ćwiczenia i lekcje pokazowe. Parter pomieścic zdołał także pokój nauczycielski, salę gimnastyczną oraz, tuz obok Sali, pracownię techniczną – suwerenne imperium Profesora Piskorza. Piwnice zajmowała kuchnia, magazyny Przysposobienia Wojskowego i stołówka.

E !, stołówka – może się ktoś skrzywić na moją wyliczankę, ale stołówka w LP to było coś! To była instytucja.

Wzdłuż Sali stały w równych rzędach ( pamiętam jak dziś) , nakryte zielona ceratą w kratkę, stoły dla uczniów. Tuz przy wejściu, w poprzek Sali, na niewielkim podniesieniu, stał długi, taką samą ceratą przykryty , stół dla „ profesorów”. Zwyczajowo, w tych samych miejscach, zasiadali do wspólnego obiadu: zaciągający z lwowska Profesor Kosiński, zawsze uśmiechnięty Profesor Kaleta, czerwieniący się i patrzący „ w bok” przy rozmowie Profesor Zieliński, troskliwie dolewająca zupki ukochanemu mężusiowi – Olusiowi Profesor Piskorzowa, niechętnie przerywający na czas jedzenia trening siatkówki , ubrany zwykle w brązowy , sportowy , dres Profesor Dobrecki, zawsze „ przy garniturze” i z wzorzystym krawacie Profesor Maciejewski, groźny dyrektor Janus. Cały ten Olimp baczył znad cienkiej, szkolnej zupki na zachowanie swoich „ dzieci”, a i „ dzieci” starały się nie uronić słowa z profesorskiego stołu, spekulując potem długo na temat aktualnego barometru humoru Profesorów i szans na uniknięcie, niewdzięcznego przecież, odpytywania czwarta stronę dziedzińca zamykał taki sam, piętrowy, tyle że ozdobiony wieżyczką, która nigdy nie doczekała się zegara, budynek internatu. Do niego to, swojego nowego na pięć lat domu, czereśniową aleją, targali puchowe poduszki nowi uczniowie.

Z internatem też wiązała się tradycyjna nazwa – przezwisko, które początkowo objęło uczniów, potem całą szkołę.

Wkrótce bowiem po zakwaterowaniu i zapoznaniu się z regulaminem internatu, a dokładnie z jego punktem mówiącym o obowiązku noszenia „ miękkiego obuwia”, do Konina, znowu tą czereśniową aleją, na niezbędne zakupy, udawali się licealiści.

Krążyły więc po konińskich sklepach śliczne, uwarkoczowione, młode dziewczątka w satynowych, granatowych fartuszkach ozdobionych szkolna tarczą LP oraz bielutkimi, krochmalnymi , kołnierzykami i masowo dopytywały się o … „ laczki”. I tak już na pół wieku zostało.

A jak to z tradycją bywa, przezwisko – początkowo odbierane z zażenowaniem – wkrótce stało się powodem do dumy. Gdy LP maszerowało w pochodach, sportowych spartakiadach, odnosiło sukcesy na konkursach chórów i turniejach siatkówki, witający ich okrzyk : „ Laczki idą ! „ był wyrazem respektu, a dla nich satysfakcji.

( fragment pochodzi z książki Krzysztofa Dobreckiego  „ Listy z mojego miasta”.)

Laczki

Już LO Data: 11.11.2016 20:21 ID:7767
Piskorz, Kaleta, Zieliński, Dobrecki, Kosiński, koleżanki, kumple. Spotkajmy się....
markus Data: 17.05.2019 13:59 ID:11251
Dziewczyny z L.P były zapraszane na potancowki przez uczniow TG z Marantowa
konin24.info Data: 17.05.2019 14:19 ID:11252
Do P. Markusa. Dziękujemy za ciekawe wspomnienia - eredakcja

Podziel się swoją opinią

( Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy, są one opiniami pozostawionymi przez użytkowników portalu konin24.info)