Znajdź nas na Facebook

fb.com/konin24.info Poniedziałek 21.05.2018 r. Imieniny: Jana, Moniki, Wiktora

Ocena: 2
2 0

Śladami Niepodległości - Emisariusz (22)

konin 29.01.2018 13:02

Śladami Niepodległości - Emisariusz (22)

Konińskie więzienie było przepełnione. Z braku miejsc dla aresztantów przeznaczono ratusz, cały dół „Powiatu", a także parę prywatnych kamienic w rynku, po uprzednim usunięciu z nich lokatorów.


Po uspokojeniu się tłumu Tarejwo został przeniesiony do kamienicy mającej numer 7, a znajdującej się po prawej stronie rynku (z charakterystycznym gankiem) i osadzony w zamienionym na celę pokoju po prawej stronie korytarza.

Władze „łaskawie" zezwoliły, by kobieta z miasta przynosiła Tarejwie posiłki. To wszystko, co mieszkańcy Konina, sami zgnębieni represjami, mogli uczynić dla zakonnika.

Tymczasem trwało śledztwo i przesłuchania. Przeprowadzał je sam naczelnik wojenny Powiatu Konińskiego Krzyżycki - „człowiek, jak odnotowano w pamiętnikach, grubych obyczajów".

Tarejwo nic zdradził nikogo, nic wyrzekł się swych ideałów. Zresztą śledztwo, jak zwykle bywa w takich wypadkach, było tylko formalnością. Wyrok już zapadł dawno i mógł być tylko jeden - śmierć. Wkrótce też odbył się „proces" przed Sądem Wojskowym.

Wydawszy ustalony wyrok, skazujący o. Maxima na powieszenie, nieludzcy „sędziowie" jeszcze szydzić, a kusić go poczęli, iż zmienią mu wyrok na łagodniejszy, jeśli... przejdzie na prawosławie.

„Jestem księdzem katolickim" - miał z godnością odpowiedzieć Tarejwo.

19 lipca bicie bębnów i marsz dwóch rot piechoty oraz widok biednego więźnia w habicie, z krzyżem na piersi i stułą na ramionach, prowadzonego między uzbrojonymi w długie spisy, półdzikimi kozakami poruszył całe miasto. Kto żyw spieszył na pobliskie błonia, gdzie stała już drewniana szubienica. Matki podnosiły do góry swe nieświadome zbliżającej się tragedii dzieci i powtarzały: „Zapamiętaj, to bohater, męczennik".

Stanęły roty równym szeregiem, zawarczały bębny i oficer rozpoczął odczytywanie wyroku. „Z woli Najjaśniejszego Pana, Cara Wszechrosji..." dobiegały strzępy słów do stojących na skraju miasta  koninian.

Mamy z tego czasu dwa bezcenne dokumenty. Akwarelę stanowiącą okładkę wydanej w 1929 roku książki Edmunda Jezierskiego pt. „Za wiarę i ojczyznę".

Stoi ksiądz Maxim z rękami złożonymi na piersiach, z założoną stułą. Nie słucha wyroku. Jest gdzieś daleko, wpatrzony w niebo. Obok z krzyżem w ręku stoi Adrian Łopatkiewicz, reformata z konińskiego klasztoru.

Drugi dokument to litografia. Ukazuje moment późniejszy. Tarejwo wyprostowany, w luźnym, pozbawionym sznura habicie stoi już na szafocie. Stryczek już założony na szyję, kat, rosyjski żołnierz, czeka na rozkaz. Za chwilę zawarczą przeciągle werble. Oficer uniósł do góry rękę.

„Tobie Panie zaufałem..." - wyszeptał Tarejwo pierwsze słowa psalmu i ciało jego wśród łoskotu bębnów i jęku, jaki przebiegł przez oddalony, lecz widzący wszystko tłum rodaków, zawisło na sznurze. Koniec.

Lecz oto ponad warkot bębnów, ponad szmer ludzi podnosi się donośny głos dzwonu farnego kościoła, do niego dołącza się drugi i trzeci i tak żegnają i głoszą chwałę męczennika Narodowej Sprawy.

Po pierwszym zdumieniu ruszyli ku dzwonnicy carscy policjanci, lecz dzwony bić przestały i nigdy nic złapali bezimiennych dzwonników.

Tymczasem odcięte z szubienicy ciało Tarejwy włożono pospiesznie do wykopanego w podmokłej łące dołu-grobu. Następnie zaś kozacy tratowali błonia końmi, by nie można było dokładnie ustalić jego miejsca spoczynku (stąd pewnie zrodziła się. przekazywana wśród obywateli Konina, tradycja, że zakopano Tarejwę jeszcze żywego i zadeptano kopytami końskimi).

Wiedzieli oprawcy, jakiej miary człowieka zamordowali, jak groźna może być legenda męczennika, bo nie poprzestali na stratowaniu grobu, lecz jeszcze przez trzy dni trzymali wartę nie dopuszczając nikogo do błoni.

Mylili się jednak grubo sądząc, że Koniniacy pozostawią tak relikwie swego bohatera. Trzeciego dnia, nocą, odważni obywatele (nazwisk niestety nie udało mi się ustalić) wykopali ciało Tarejwy i przenieśli na cmentarz parafialny, a tam włożywszy w trumnę w tajemnicy pochowali. Na grobie ustawiono wysoki krzyż z koroną cierniową, „a choć na nim żadnego nie było napisu, każdy wiedział, że pod nim zwłoki męczennika spoczywają" (Jezierski).

 

 


Podziel się swoją opinią

( Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy, są one opiniami pozostawionymi przez użytkowników portalu konin24.info)

Powiązane informacje:



Najczęściej przeglądane informacje:


Dano temu w Gosławicach... Lata, trzydzieste - Odważny strój plażowy ... Lata trzydzieste - Coś na spacer ... Dawno temu w Gosławicach - Gdy zamek był ruiną Lata trzydzieste - Marszałek Dawno temu w Tuliszkowie - Wielki ogień Czytelnicy piszą - Twórca Maków pod Monte Cassino